Styczeń to znakomita pora aby zerwać owoce
berberysu i wykorzystać je na nalewkę. Owoce są już przemrożone i dość łatwo odchodzą od gałązek. Jednak nie jest to prosta i przyjemna robota. Berberys ma dużo ostrych cierni. Wiele z nich zostaje powbijanych w naszych dłoniach. Zrywanie w rękawiczkach nie pomaga, bo owoce są małe i delikatne. Ale cóż. Dla nalewki raz na rok można się poświęcić. Zerwanie 800 gramów zajęło mi ok. 1/2 godzinki. Ale krzaki, które znalazłem były wprost oblepione owocami. Inaczej nie będzie tak szybko.
Owoce po zerwaniu myjemy i przebieramy usuwając te czarne nienadające się do spożycia. Wrzucamy do dużego słoja zasypując cukrem w ilości połowy wagi posiadanych owoców. Następnie zalewamy alkoholem ok. 50% w proporcji 1 litr na każdy kilogram owoców. Ja użyłem 0,8 litra. Za kila dni dla smaku dodam jeszcze laskę wanilii i imbir. Nalewka z berberysu musi tak postać pół roku. Potem należy ją zlać do butelek filtrując (na przykład przez gęste sitko albo gazę) i odstawić na kilka tygodni do pełnego wyklarowania.
Po 4 godzinach od nastawienia nalewka już uzyskała delikatnie rubinową barwę. Berberysówka to jedna z najbardziej wybarwionych nalewek. Czerwień berberysu jest prześliczna. Sam berberys ma wiele wartości prozdrowotnych. Zawiera witaminy C, E, karotenoidy, pektyny, rutynę, eskulinę i sole mineralne. W przemyśle cukierniczym berberys nazywany jest nawet polską cytryną gdyż używa się berberysu w zastępstwie cytryny.
Na jesieni dam znać jak smakuje berberysówka.