czwartek, 25 sierpnia 2016

Wiąz holenderski Wredei zwany żółtym wiązem

To bardzo dekoracyjna odmiana wiązu. Wiąz holenderski Wredei rośnie dość powoli osiągając do 6-8 metrów wysokości i 3 metrów szerokości. Ma ciekawy odwrotnie stożkowaty pokrój. Charakteryzuje się wyjątkową barwą liści biegnącą od złotych, żółtych do jasnozielonych barw (czym młodsze drzewko tym barwy bardziej złotawe - z wiekiem przechodzące ku ciemniejszej zieleni). U nas raczej nie kwitnie.

Odporny na holenderską chorobę wiązów. Jako, że nie osiąga dużych rozmiarów i nie ma specyficznych wymagań glebowych to nadaje się do małych ogrodów. Zresztą bardzo często od kilku lat te wiązy goszczą w naszych ogrodach. Szczególnie te młode. Natomiast dość ciężko jest spotkać w parkach wiekowe drzewa. Mnie się udało - drzewko kilkudziesięcioletnie ze Spały.

Wiąz holenderski Wredei

Wiąz holenderski Wredei

Wiąz holenderski Wredei

Wiąz holenderski Wredei

Wiąz holenderski Wredei

Wiąz holenderski Wredei

Wiąz holenderski Wredei

wtorek, 23 sierpnia 2016

Książka "Drzewa Polski"

Drzewa PolskiWiele książek o drzewach i ogrodach już przeczytałem. Ale pozycja "Drzewa Polski" jest zupełnie inna i wyjątkowa. Autorzy zebrali w niej zdjęcia i opisy najgrubszych, największych, najstarszych i najsłynniejszych drzew rosnących na terenie naszego kraju. Tych które rozsławiają regiony na których rosną. Tych wokół których krążą legendy.

Wiele z tych drzew jest znanych. O wielu słyszymy i czytamy nawet w ogólnopolskich mediach. Ale jeszcze więcej jest takich ukrytych, o których mało kto słyszał. A często są one starsze niż te popularne i nagłośnione drzewa. Z opisanych gatunków nie poprzestano tylko na najbardziej popularnych ale uwzględnione te rzadsze, jak platany czy miłorzęby.

Autorzy postarali się o przedstawienie wielu ciekawostek, wymiarów tych drzew i co bardzo istotne - ich dokładnej lokalizacji wg. GPS. Sam wiedziałem już trochę o tych drzewach ale po lekturze tej pozycji mój poziom wiedzy wzrósł chyba o dwa poziomy :-). Polecam.

środa, 20 lipca 2016

Kończymy letnie azotowe nawożenie

Coraz więcej ostatnio czytam, że stosujemy - zarówno ogrodnicy jak i rolnicy - za dużo nawozów. A to szkodzi. Nie tylko naszym roślinom ale przede wszystkim środowisku. Ale po kolei.

Stosujemy za dużo nawozów!

Generalnie przyjęło się, że od wiosny stosujemy nawozy azotowe stymulujące ich lepszy i szybszy wzrost a bliżej jesieni te bez azotu uodparniające rośliny i przygotowujące do mrozów. Problem w tym, że dobrze by było wiedzieć, nie tyle na oko, a ile po przeprowadzeniu specjalistycznej analizy gleby, czego te nasze drzewka dokładnie potrzebują. Ale z lenistwa, niewiedzy, braku czasu, czy środków nie robimy tego. I tak sypiemy kilka razy w roku ten sam nawóz, bo tak czytamy w prasie, czy w necie, czy widzimy u sąsiada.

Zużycie nawozów rośnie w Polsce z roku na rok. A trendy zachodnie są odwrotne. Tam gleby są dokładnie analizowane pod kątem składu chemicznego i potrzeb, i zużycie sztucznych nawozów spada. Przydałaby się jakaś kampania społeczna w tym zakresie.

Do czego prowadzi przenawożenie?

Na pewno użycie większych niż potrzeba dawek nawozu zwiększa koszty upraw. Po co wydawać pieniądze na nawozy skoro pójdą one głęboko w glebę i nie zostaną wykorzystane. Ale to pół biedy. Najgorsze jest, że skoro nie zostaną wykorzystane to zanieczyszczą gleby i dostaną się do wód. A to zagrożenie dla okolicznych studni. Ale nie tylko. Wiele badań wskazuje, że zanieczyszczą też nasze rzeki a ta woda z nich spłynie następnie do morza (eutrofizacja Bałtyku). Nadmiar związków azotu, potasu, fosforu, sodu powoduje znaczny rozwój glonów i „zakwitanie wody”. Potem glony obumrą, rozłożą je bakterie, wykorzystujące tlen, który potrzebny jest do życia innym organizmom. Życie ryb i innych zwierząt w zbiornikach wodnych zamiera. Efekt motyla. Brrr.

Przenawożenie przynosi gorsze problemy niż nie stosowanie nawozów. Rośliny są wiotkie, przysychają a nawet mogą ulec przypaleniu i umierają. A już najgorzej jest jak nawozimy w upalne dni i nie zadbamy o obfite dostarczenie wody. Kłopoty w ogrodzie murowane. Musimy pamiętać, że sukces w uprawach ogrodowych to optymalne nawożenie plus odpowiednie nawodnienie roślin, które powinny być sadzone na właściwych stanowiskach i podłożach.


Kończymy już nawożenie azotem!

Lipiec powolutku się kończy, zatem jeśli bardzo potrzebujemy to sypiemy nawozy azotowe po raz ostatni w roku. Jeśli jest sucho i upalnie to proponuję połowę dawki i mocno podlać po rozsianiu. Jeśli trafimy na deszczową aurę to lepiej dla roślin. A jak i czym nawozić ogród pisałem w innym wpisie.

wtorek, 7 czerwca 2016

Dąb Bolesław powalony przez wichurę

4 lata temu opisywałem moją wycieczkę do najstarszego dębu w Polsce - dębu Bolesława. Niestety właśnie się dowiedziałem, że ten stary okaz został powalony przez silne wiatry, które nawiedziły tamte strony w nocy z 31 maja na 1 czerwca 2016 roku. Jedynie pozostały już tylko zdjęcia.

Wielka szkoda i strata. Ten okaz był naprawdę imponujący. Może nie najzdrowszy ale jak na staruszka wyglądał na takiego w dobrej kondycji. A co ciekawe rósł w środku wielkiego lasu. Otoczony innymi drzewami. Niestety padł. Huk przy opadaniu drzewa musiał być niesamowity.

Niestety dąb Bolesław spod Ustronia był mniej znany od innych starych drzew. Dużo słabiej opisywany i nagłośniony niż wiele młodszy dąb Bartek. Teraz też informacja o jego powaleniu słabo przewija się w mediach. A to kawał historii Polski.

Ktoś był i widział Bolesława na żywo? Zdjęcia powalonego drzewa można znaleźć na: http://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/bagicz-dab-boleslaw-powalony-przez-wichure/x64mrb

poniedziałek, 16 maja 2016

Migdałki chorują - brunatna zgnilizna atakuje

Zauważyłem, że w tym roku większość migdałków dość mizernie kwitła. Te co kwitły obficie szybko zaatakowała choroba zwana brunatną zgnilizną drzew pestkowych. Fachowa nazwa tej zarazy to monilioza. W sumie to choroba ta atakuje wszystkie kwitnące migdałowce. Szczególnie w okresie wilgotnych dni i opadów. Kwiaty gniją a zaraz potem atakowane są liście rośliny. Wygląda to tragicznie.

To ciężka przypadłość. Drzewa same sobie nie poradzą. Wojnę z zarazą radzę prowadzić 2 metodami równocześnie. Wszystkie zarażone gałązki wycinamy do wysokości nie zaatakowanych liści. Ścinki palimy albo usuwamy w inny sposób z działki. Nie układamy ich na kompost. Przycięte drzewko pryskamy opryskiem Topsin (można też zastosować Bravo, Score, Kaptan, Rovral Flo, Sarfun). Oprysk najlepiej przeprowadzić w suchy dzień. Pryskanie w deszcz rozwodni preparat i mocno pomniejszy siłę jego rażenia.

Najgorsze jest to, że taki oprysk fachowo należy przeprowadzać 3 razy w roku. Przed samym kwitnieniem, gdy pączki kwiatowe są już nabrzmiałe, podczas kwitnienia i właśnie teraz po przycięciu po kwitnieniu. Kto nie zdążył to w kwietniu przyszłego roku nie ma co czekać do kolejnego ataku tylko pryskamy już w fazie pąków. Powodzenia. Jestem z wami. Oczywiście chciałem załatwić problem ekologicznie i też nie zrobiłem tego pierwszego oprysku. Nie udało się. Atak moniliozy nastąpił. Sekator i opryskiwacz poszły w ruch.

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

Brunatna zgnilizna drzew pestkowych

piątek, 13 maja 2016

Kwitnie pigwa

Kilka lat temu posadziłem pigwę. Taką prawdziwą, jako drzewko ale sadzonka była mała. Starałem się dobrać osłonięte miejsce. Pigwa nie lubi dużych mrozów, przymrozków i wietrznych stanowisk. Wpasowałem ją między krzaki porzeczek. Długo walczyła aby się przebić i pozyskać coraz więcej słońca.

W tym roku już przerośnie swoje sąsiadki. Myślę, że przekroczy 2 metry. Myślę też, że to, że ma już dostęp do większej ilości światła i poczuła się na tym stanowisku dobrze i że osiągnęła pełną dojrzałość sprawiły jej kwitnienie. Tak. Pigwa właśnie zakwitła. Wow.

Kwiaty są niepozorne. Pąki delikatnie różowawe. Śliczne. Niczym małe różyczki. Nie jest ich za wiele - kilka sztuk. Jutro już powinny się otworzyć. Niestety deszcze, które mają dziś przejść przez Polskę mogą szybko je zniszczyć.

Ciekawe czy zawiążą owoce? Mając świadomość ciężaru owocu pigwy muszę załatwić podpórki. Nie sądzę by 2 metrowe drzewko utrzymało je. Szkoda mi gałązek. Z drugiej strony słyszałem o sadach pigwowych w niektórych rejonach naszego kraju. Jak tam owocują to może i u mnie też.

Pigwa - pąki kwiatowe

Pigwa - pąki kwiatowe

Pigwa - pąki kwiatowe

Pigwa - pąki kwiatowe