Nalewki

Rzadkości dendrologiczne

niedziela, 28 grudnia 2025

Berberys zwyczajny a berberys Thunberga - różnice

Berberysy to idealne krzewy do uprawy w coraz cięższych warunkach miejskich. Ocieplenie klimatu, długotrwałe susze, zwiększone zanieczyszczenie powietrza, wyjałowione gleby... Sadzimy ich coraz więcej i coraz więcej odmian wprowadzanych jest do handlu. Mają małe wymagania stanowiskowe i glebowe. Mogą być pionierami na zdegradowanych glebach. Są zupełnie mrozoodporne i mało podatne na choroby i szkodniki.

Teraz po zgubieniu liści i uwidocznieniu owoców ładnie widać różnice między dwoma najpopularniejszymi w Polsce berberysami. Oto, czym różni się berberys zwyczajny od berberysu Thunberga.

Berberys zwyczajny (Berberis vulgaris)

Berberys zwyczajny to wysoki krzew lub małe drzewko do 3 metrów wysokości. Liście nieduże do 4 cm długości, kolczasto piłkowane. Pędy z trójdzielnymi cierniami do 2 cm długości. Kwiaty żółte zebrane są w długie do 8 cm, wiszące grona. Owoce wydłużone, czerwone, wiszą po kilka, kilkanaście sztuk w jednym gronie. Jest naszym rodzimym krzewem, jednak liczba jego odmian dekoracyjnych jest dużo mniejsza niż u azjatyckiego krewniaka.

Berberys zwyczajny

Berberys zwyczajny

Berberys zwyczajny

Berberys zwyczajny

Berberys zwyczajny

Berberys zwyczajny

Berberys zwyczajny

Berberys Thunberga (Berberis thunbergii)

Berberys Thunberga to krzew rosnący do 1,5 metra wysokości. Sprowadzony z Azji z Japonii do Europy w XIX wieku. Od tego czasu dobrze się zadomowił (również w Polsce) i jest dużo częstszym gościem w naszych ogrodach niż nasz rodzimy berberys zwyczajny. Zresztą jest bardziej urokliwy, gdyż spotyka się krzewy ozdobne o różnych kolorach pędów, liści i ich przebarwień. Nadaje się do wszelkich kompozycji ogrodowych.

Ma mniejsze i całobrzegie liście, a jego pędy posiadają krótsze, pojedyncze ciernie. Kwiaty również żółte ale nieco mniejsze. Kwiaty nie są zebrane w grona - zwisają pojedynczo lub po kilka sztuk w pęczku. Owoce czerwone ale pojawiają się pojedynczo lub tylko po kilka sztuk na łodyżce (maksymalnie 5).

Berberys Thunberga

Berberys Thunberga

Berberys Thunberga

Berberys Thunberga

Berberys Thunberga

Berberys Thunberga

Berberys Thunberga

wtorek, 23 grudnia 2025

Przepis na nalewkę z żurawiny

Żurawinówka to nowość wśród moich nalewkowych nastawów. Nie robiłem jeszcze takiej nalewki. Spotkałem jednak w dobrej cenie owoce żurawiny - takie duże, czerwone, kuliste i 6 grudnia na Mikołajki postanowiłem poszukać dobrego, starego przepisu, aby się zainspirować. Generalne robię różne nalewki i myślę, że mam dużo doświadczeń, ale każdy owoc jest inny i warto wiedzieć, jak nasze babcie i prababcie to robiły.

Przepis na nalewkę z żurawiny

Owoców miałem 1kg - takich dorodnych, surowych. Po umyciu te największe pokroiłem, te małe zostawiłem w spokoju. Alkohol sobie z nimi poradzi. Owoce nie są twarde. Dużo twardsze są owoce głogu, dzikiej róży, pigwy czy berberysu i po procesie maceracji one bardzo miękły.

Nalewka z żurawiny

Nalewka z żurawiny

Maceracja to proces powolnego wydobywania substancji (smaku, zapachu, właściwości) z różnego typu materiału (zioła, owoce, mięso) poprzez moczenie go w zimnym płynie (olej, alkohol, woda, ocet) w zamkniętym naczyniu przez dłuższy czas, bez podgrzewania, co pozwala na przeniknięcie składników i zmiękczenie struktury.

Szkoda czasu na krojenie tych małych owoców żurawiny. Nie słuchajcie innych, którzy piszą, aby to wszystko kroić czy miażdżyć. A tak w ogóle to ciekawe, czy kiedyś kroiliście owoce żurawiny? One mają w środku 4 komory i mini pesteczki. Dużo pesteczek. Tak jak pisałem - przeszukałem staropolskie przepisy, a potem jeszcze te u polskich influencerów kulinarnych i wiecie co? Mam wrażenie, że oni podają te stare przepisy tylko powielając je, ale chyba nigdy nie robili sami nalewki żurawinowej w praktyce. Nikt tam nie zwraca uwagi na te nasionka! To pierwsze, co się rzuca w oczy, jeśli ktoś robi różne nalewki od lat. Nie przejmujmy się nimi. One nie są problemem - w końcu opadną na dno. 

Mój przepis jest inny od tych przeklejanych. Oprócz 1kg świeżych owoców kupiłem jeszcze paczkę owoców suszonych. 250 gramów tych suszonych żurawin. Większość przepisów radzi mrozić świeże owoce żurawiny, aby się pozbyć nadmiernej goryczki. Ja lubię naturalne nalewki z delikatną goryczką. Takie mniej słodkie. Ponieważ owoców nie mroziłem dlatego wpadłem na pomysł dodania suszonych owoców żurawiny. One są słodkie. Oprócz owoców przygotujcie też ze 250 - 300 gramów cukru. W zależności, jak słodkie nalewki lubicie. Tu nie ma jednej wytycznej, jednak trochę cukru trzeba dodać.

Nalewka z żurawiny

I teraz przystępujemy do przygotowania nalewki. Do dużego słoja albo butelki na dno wsypujemy żurawinę suszoną. Potem warstwa świeżej żurawiny i warstwa cukru, i tak dalej, aby powstały ze 4 warstwy. Na wierzch wsypujemy resztę cukru. Zostawiamy na 48 godzin. Niech trochę popracuje z owocami. Potem napełniamy naczynie alkoholem o mocy 40-50%. Zamykamy. Co kilka dni wstrząsamy naczyniem. Cukier bardzo szybko się rozpuści. Taki nastaw moim zdaniem powinien postać ze 3 miesiące. Jak widzicie na zdjęciach - dosłownie po kilku dniach kolor nastawu będzie już intensywnie czerwony, taki rubinowy. Śliczny. Nie dajcie się jednak zwieść. Maceracja to proces długotrwały. Dopiero po 3 miesiącach zlejcie płyn do mniejszych butelek. Ten z wierzchu nie będzie wymagał filtrowania. Nalewka powinna jeszcze w butelkach postać z miesiąc - wtedy dopiero nadaje się do degustacji. Tzn. nadaje się wcześniej ale teraz będzie idealna. Pijcie odpowiedzialnie dla zdrowotności! Smacznego.

Nalewka z żurawiny

Nalewka z żurawiny

Nalewka z żurawiny

Nalewka z żurawiny

Nalewka z żurawiny

niedziela, 7 grudnia 2025

Jak smakuje urodlin (asimina, pawpaw)

O kwitnieniu i owocowaniu urodlinu (Asimina triloba) pisałem już kilka razy. Tej jesieni udało mi się zdobyć owoce tego drzewa. To takie polskie banany, a ich rozmiar zależy od słonecznego stanowiska, na którym rośnie drzewo oraz od długości okresu wegetacyjnego. To ciepłolubne drzewo i im dłużej trwa wegetacja tym lepiej. Oczywiście w Polsce one nie rosną tak duże, jak w swojej ojczyźnie, czyli w USA i nie są tak słodkie, ale jednak daje się je posmakować.

Pod koniec października dojrzałe owoce urodlinu trójłatkowego (zwanego asiminą lub pawpaw) spadają z drzewa. Są już miękkie i nadają się do konsumpcji. Po rozkrojeniu są w środku żółtawe i maziste, niczym bardzo dojrzały banan. Różnią się jednak tym, że posiadają po kilkanaście fasolowatych, brązowych, płaskich pestek. Pestki są oblepione miąższem i ciężko jest je oczyścić. Po usunięciu pestek można przystąpić do smakowania. Owoc urodlinu smakuje jak połączenie kaki, banana i melona. Literatura podaje natomiast, że smakuje jak banan, ananas i mango w jednym. Pewnie każdy wyczuje po swojemu różne połączenia tych kilku smaków. W każdym razie urodlin jest dość smaczny. Na pewno jest mniej słodki ale to już kwestia naszego klimatu.

Czy urodlin pojawi się kiedyś u nas w sprzedaży? Raczej nie. On jest mało trwały i dość szybko po zerwaniu należy go zjeść, bo się po prostu zepsuje. Warto go trzymać w lodówce. 

Mam kilka nasion - zobaczymy czy coś wzejdzie w kolejnym sezonie - posadziłem w doniczkach.

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców

Urodlin trójłatkowy - smakowanie owoców